Na tyłach Kołoczka

  • Drukuj

           Za drugim podejściem (wrzesień) udało mi się z Robertem stanąć pod Spadającymi Gwiazdami. Za pierwszym razem podratowaliśmy w kłopocie przyjaciela a w niedzielę mając nad sobą niskie chmury realizowaliśmy wreszcie nasz pomysł.

Dla Roberta była to pierwsza wizyta w tym miejscu, dla mnie powrót po dosyć długiej nieobecności. Wspinając się  między innymi także po swoich drogach z ubiegłego stulecia nabierałem szacunku dla psychy jaką kiedyś miałem. Filar Spadających Gwiazd i Supermechaniki zrobiłem OS zakładając kostki i pętelki. Teraz, wspinając się po nich i wpinając ekspresy w kolejne ringi nie żałowałem, że je ubezpieczono. Gdyby zostały TRAD-ami z pewnością by zarosły. Robertowi też się podobało a ich długość (potrzebna lina 60m by bezpiecznie zostać opuszczonym po skończeniu drogi) robiła wrażenie. Na koniec powspinaliśmy się na Ptaku i mogliśmy udać się na obiad. Warto mieć na uwadze, że na Filarze Spadającyh Gwiazd jest nie 12 a 13 ringów plus stanowisko a na Ptaśku jest 5 a nie 3 ringi (może warto się zastanowić nad jego przeceną-jest trudniejszy niż VI-).